Nasze historie

Schudłam aż 43 kilogramy

 Trudno uwierzyć, że to ta sama dziewczyna. Jeszcze półtora roku temu ważyła 115 kg, dziś tylko 72. Jakim cudem udało jej się tego dokonać? Coś w niej pękło dokładnie rok temu. Mieszkała w niemieckim Essen, gdzie pracowała i szlifowała język. Właśnie przyjechała do niej z Polski mama, przywożąc spodnie, które Magda zostawiła u niej do zwężenia. Dziewczyna była dumna, bo dzięki morderczym ćwiczeniom w klubie fitness udało się jej miesiąc wcześniej zrzucić kilka kilo. Ale kiedy chciała włożyć zwężone spodnie, okazało się, że nie może ich na siebie wcisnąć. Rozpłakała się. Znowu przytyła... Chciałam się wreszcie komuś podobać Od dziecka miała problem z nadwagą. Zawsze była najgrubsza: w przedszkolu, w szkole, na podwórku, na koloniach. Dzieci się z niej śmiały, przezywały. Rodzice myśleli, że wyrośnie. Ale nie wyrosła. Gdy skończyła 14 lat, ważyła już ponad 80 kg. Miała dość głupich docinków rówieśników. Czuła się gorsza, potrzebowała akceptacji. Pojechała więc z mamą do poradni specjalistycznej, gdzie dietetyczka zaleciła jej dietę 1000 kalorii. Trzymała się jej, ale schudła tylko kilogram. – Podczas kontroli dietetyczka zaczęła na mnie krzyczeć, że to za mało – opowiada Magda. – A ja naprawdę bardzo się starałam... Wybiegłam stamtąd z płaczem i nigdy już nie wróciłam. W liceum jej waga dobiła prawie do setki. Jak każda dziewczyna chciała podobać się kolegom, zaczęła więc stosować różne diety. – Owocowa, białkowa, kapuściana, było ich mnóstwo – wylicza Magda. – Czasami schudłam 2–3 kilo, ale potem przybywało mi dwa razy tyle. Dziś wiem, że takie diety cud nie dają żadnego rezultatu. Trzeba zmienić sposób odżywiania. Wydaje się to banalne, ale to naprawdę jedyna recepta na utrzymanie ładnej sylwetki – zapewnia. Mogłam jeść wszystko i nie musiałam się głodzić Po studiach na kierunku technicznym Magda nie mogła znaleźć pracy. Wyjechała do Niemiec. Znalazła tam dobrą posadę i dobrego człowieka. Przemek pracował w innym mieście, spotkali się u znajomych. Po kilku miesiącach ukochany się jej oświadczył. – Byłam szczęśliwa, ale jednocześnie martwiłam się, skąd wezmę taką wielką suknię ślubną? I jak będę w niej wyglądać... – wspomina Magda. Przyrzekła sobie, że choćby nie wiem co, na własnym ślubie będzie prezentować się atrakcyjnie. Zapisała się do klubu fitness. Codziennie ćwiczyła po 3–4 go- dziny. Trochę schudła, ale szybko wróciła do dawnej wagi. – Dziś wiem, że źle się odżywiałam i cała moja praca na siłowni szła na marne – opowiada. – Bo to, co spaliłam, od razu w domu uzupełniłam i to z dokładką. To wtedy właśnie przyjechała do niej mama i przywiozła te feralne spodnie. Magda była już u kresu sił, straciła nadzieję, że uda jej się dotrzymać ślubnej obietnicy. Na dodatek, gdy wybrały się z mamą do sklepu, minęły je dwie młode Polki. Nie przypuszczały, że Magda i jej mama znają język polski. „O Boże! Gdybym ja była taka gruba, to bym się zabiła!” – wypaliła jedna z nich. Mama i przyjaciółka Magdy długo musiały podnosić ją potem na duchu. To właśnie koleżanka zaprowadziła ją na pierwsze spotkanie Strażników Wagi (Weight Watchers), znanego na świecie ruchu promującego zdrowe odchudzanie i odżywianie się. Podstawę diety stanowią niskotłuszczowe produkty, przy czym przeliczane są one nie na kalorie, a na punkty. Każdy posiłek to określona liczba punktów, np. osoba ważąca 70 kg może „zjeść” 18 punktów dziennie. Większość warzyw i owoców ma 0 punktów, można więc je spożywać do woli. Najwięcej mają ich tłuste sery, smażone mięsa i słodycze. Uczestnicy programu spotykają się co tydzień i wzajemnie wspierają. Właśnie na jedno z tych spotkań dotarła Magda. – W niewielkiej salce siedziała grupka osób – wspomina. – Byli wśród nich grubsi ode mnie, ale były też całkiem szczupłe osoby. Opowiadały, jak schudły po kilkadziesiąt kilo. Nie chciało mi się wierzyć.



Schudłyśmy razem prawie 50 kg! Poznajcie Małgosię i Anię. Te dwie koleżanki z pracy przekonały się, że dużo łatwiej jest stracić na wadze, gdy ma się wsparcie.
kobiety, przyjaciółki
Małgosia pracuje w jednej z krakowskich agencji nieruchomości. Przez kilka lat bezskutecznie walczyła z nadwagą. Miała już serdecznie dość swojej tuszy, ale brakowało jej silnej woli, by wytrwać na diecie, i czasu na ćwiczenia. Któregoś dnia zwierzyła się koleżance z pracy „Mój brat się żeni i poprosił mnie, żebym była świadkiem. Mam niecały rok, żeby schudnąć”. Wtedy Ania wpadła na pomysł, aby pomóc koleżance i przy okazji samej zgubić kilka zbędnych kilogramów. 

I wreszcie się udało! Małgosia schudła 28, a Ania – 15 kg. Przy okazji pozbyły się sporej ilości tłuszczu na biodrach i udach (Małgosia) oraz wokół talii (Ania). Na ślubie brata Małgosia wystąpiła w obcisłej sukience (rozmiar 38!). Zobacz, co robiły, aby osiągnąć sukces. 

Dieta na miarę 
Pierwszym krokiem naszych bohaterek była wizyta u dietetyczki. Na podstawie jej wskazówek opracowały następujące zasady swojej diety:

* wartość energetyczna: 1200 kcal dziennie;
* 5 posiłków dziennie: węglowodany w postaci chleba, makaronów czy kasz tylko na śniadanie i obiad. Pozostałe posiłki to głównie warzywa i chudy nabiał;
* słodycze jedynie na specjalne okazje: imprezy rodzinne lub firmowe. Na co dzień zastępują je suszone owoce i orzechy;
* zero słodkich napojów: wyłącznie kawa, herbata, woda i świeżo wyciskane soki owocowe;
* podział obowiązków: Małgosia, gotując obiad dla rodziny, robiła także dodatkową porcję dla Ani. Za to druga koleżanka przygotowywała dla obu sałatki do pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz